Recenzję przygotował Łukasz Kiciński
Niechęć wróciła w tym roku do słuchaczy z nową porcją muzyki. Po przesłuchaniu Reckless Things trudno jednoznacznie stwierdzić, z kim mamy do czynienia. Czy to stara, dobra Niechęć? A może zespół przeszedł gruntowną transformację i porzucił jazz-rockowe brzmienie wcześniejszych albumów? Jedno jest pewne – to nadal zespół, który doskonale wie, jak tworzyć instrumentalną muzykę na najwyższym poziomie, i jak wykorzystywać ją do tworzenia emocjonalnego komentarza na temat otaczającego nas świata.

Niechęci prawdopodobnie nie trzeba przedstawiać żadnemu sympatykowi polskiego jazzu. Warszawska grupa działa od 2008 roku i już od pierwszych nagrań budziła skojarzenia bliższe twórczości Morphine, niż klasycznych gigantów jazzowych. Ich charakterystyczne brzmienie – łączące elegancję grania instrumentalnego z surowością i dynamiką alternatywnego rocka – szybko przysporzyło im lojalnych fanów i ugruntowało ich pozycję na scenie. Od początku swojego istnienia Niechęć stanowiła platformę do łączenia umiejętności wykwalifikowanych muzyków jazzowych z wrażliwością osłuchanych w niezalu samouków, zakochanych we wszechstronności artystów lokalnego podziemia [1].
Po emocjonalnie ciężkim, osadzonym w klasycznym jazzowym instrumentarium albumie Unsubscribe z 2022 roku, zespół powraca z Reckless Things – płytą z mojej perspektywy bardziej transową, hipnotyzującą i głęboko zanurzoną w fusion. To album, na którym muzycy swobodnie żonglują formą – od powolnych, post-rockowych crescend, przez dysonansowe dialogi sekcji rytmicznej i saksofonu, aż po momenty przestrzennego zawieszenia. Całość spowija gęsty, niepokojący klimat, który nie odpuszcza ani na moment.
Zespół przez cały czas trwania albumu zgrabnie balansuje między wściekłością i stonowaniem, pozwalając słuchaczowi zaczerpnąć oddech między kolejnymi uderzeniami. Już otwierający płytę utwór Nowe płuca stanowi wizytówkę tego, co czeka nas w dalszej części albumu. Pulsująca partia basu grana na syntezatorze stanowi dobrą bazę dla zjawiskowych partii instrumentów solowych. Nie brakuje tu chwytliwych melodii saksofonu przeplatanych pasażami fortepianu. Całość tworzy imponujący, ponad siedmiominutowy utwór, który ani na moment nie traci na intensywności.
Na szczególną uwagę zasługuje singlowy Noumen, który otwiera nowy rozdział w muzyce Niechęci. To szaleńczy, transowy utwór, w którym na pierwszy plan wysuwają się elektroniczne inspiracje i popisy w stylu fusion. Zmiany akcentowania w sekcji rytmicznej i chaotyczne linie gitarowe rodem z Sonic Youth, czynią z niego świetną propozycję koncertową, która – moim zdaniem – swoją energią przewyższa dotychczasowe dokonania zespołu.
Warstwa wizualna również nie pozostaje bez znaczenia. Okładka albumu to zdjęcie pracy Anety Grzeszykowskiej Beauty Mask #10 – projektu przedstawiającego maskę emitującą bolesne impulsy elektryczne skierowane na twarz użytkownika. Ten brutalny zabieg upiększający, będący zarazem głosem sprzeciwu przeciwko uprzedmiotowieniu, stanowi komentarz na temat szaleńczej pogoni za pięknem. Dramaturgia tej wizji doskonale współgra z muzyką Reckless Things, która swoją powagą i intensywnością staje się głosem w dyskusji o kondycji otaczającej nas rzeczywistości.
Niechęć kolejny raz udowadnia, że jazzowa forma i rockowa energia mogą się lubić. Reckless Things to wymagający album, będący zarazem świadectwem otwartości muzyków na nowe rozwiązania. Brzmienie na nowym albumie Niechęci oferuje szersze instrumentarium i niespotykaną wcześniej w ich twórczości dawkę mroku. Tworząc agresywną, momentami wręcz nieludzką brzmieniowo płytę, zespół w najlepszy możliwy sposób odpowiada na rosnący niepokój społeczny. To dopracowany i wszechstronny album, który moim zdaniem stanowi jeden z najjaśniejszych punktów polskiej muzyki instrumentalnej 2025 roku.
Ulubione momenty: Nowe płuca, Noumen, Afazja, Ślady
1 maja 2025
[1] J. Błaszczak, „Niechęć – Życie i twórczość,” culture.pl, 2022. [Online]. Available: https://culture.pl/pl/tworca/niechec.
Dla jednych ambitny inżynier lotnictwa, gitarzysta i fan muzyki niezależnej. Dla drugich pretensjonalny snob. Jednak niezależnie od perspektywy, nie można mu odmówić zapału i miłości do szeroko pojętej popkultury. Usłyszycie go w roli współprowadzącego autorską audycję Screen Shot…
Szukacie czegoś w okolicy jazzu, ale świeższego? Być może wpadnie wam w ucho muzyka Tymka Papiora, perkusisty i połowy duteu jazzowego Lumbago. Stanisław Sufin w rozmowie z Tymkiem wspomina jego najnowszą solową płytę, Rugs / Carpets: