Recenzję przygotował Tymoteusz Gryszkalis
Słuchanie nowego albumu Niechęci było istną eksplozją wrażeń. Kiedy nie tak dawno temu odkryłem tę grupę i zachęcony kapitalnym singlem „Praga” przesłuchałem „Śmierć w miękkim futerku”, a potem „self-titled” to po „Unsubscribe” spodziewałem się czegoś podobnego. Wariacji na jazzowych motywach przeplatanych z indie rockiem i elektronicznymi brzmieniami. Jako fan wszystkich trzech dostałem to na co czekałem, ale na tym przyjemności się nie skończyły.
Każdy kolejny utwór zaskakuje nas czymś nowym. A to perkusja staje się lekko arytmiczna, a to gitary zyskują przyjemnie kłujący ucho przester, a to pod jazzowe solo wkrada się elektroniczny ambient, a futurystyczne dźwięki sprawiają wrażenie, jakby Hong Kong Express nagle dostał w swoje ręce saksofon. Wszystkie te smaczki budują niesamowity, oniryczny klimat, który utrzymuje się aż do ostatnich tonów. Przede wszystkim „Unsubscribe” to również album bardzo filmowy. Patrząc na tempo i atmosferę kawałków, wydają się one opowiadać nam jakąś historię. Jaką? Na to pytanie każdy słuchacz musi odpowiedzieć sobie sam. I na tym, moim zdaniem, polega piękno tej płyty.
4 kwietnia 2022