Recenzję przygotował Łukasz Gnyszko
Myślę, że określenie, że czekałem na nowy album Entropii z niecierpliwością to niedopowiedzenie. Stałem się ogromnym fanem zespołu od wydania fantastycznego Vacuum w 2018. Przyznam, że był to album na tyle dla mnie ważny, że nie obraziłbym się gdyby zespół postanowił rozwinąć transowe brzmienia zawarte na tym krążku.
Entropia postanowiła jednak pójść na przekór oczekiwaniom i ponownie wymyśleć siebie na nowo. No może nie do końca, ale o tym zaraz. Pierwsza rzecz, która uderzyła mnie słuchając singlowego “Retox”, to to jak bardzo progresywnie brzmiał ten utwór. Z powoli rosnących, bardzo gęstych kawałków, dostałem nagle znacznie bardziej mechaniczny, niemal prog metal. Dużo mniej było też słychac zawartego wcześniej kosmicznego niepokoju. Zdawało się, że to zupełne odejście w nową, niesłyszaną do tej pory stronę. Jednak im dłużej słucham tego albumu, tym lepiej widzę jak zręcznie Entropia wykorzystała nowe triki i pomysły, do przedstawienia rzeczy, z których już ich znamy i w których zwyczajnie ten zespół jest świetny.
Znowu bowiem mamy tu do czynienia z gęstą, warstwową instrumentacją i transowością. I nie jest to absolutnie zła cecha, zespół nie poszedł tu na łatwiznę, bo Total wyróżnia się na tle nie tylko dyskografii Entropii, ale i nowoczesnego metalu z gatunku “poszukujących”. Jest to wręcz monument do tego, jak bardzo dojrzało brzmienie zespołu i jak bardzo wyklarowały się cechy charakterystyczne dla tego czym Entropia jest. Pocyzja nie do ominięcia dla każdego zainteresowanego polskim black metalem.
Ulubione utwory: Retox, Mania, Final
1 maja 2023