Artykuł

Ekstraklasa. Jedni słysząc o niej uśmiechają się pod nosem z politowaniem, inni wyglądają jak na obrazku poniżej. Jeszcze inni się nią fascynują i weekendy wiążą się dla nich z maratonem oglądania meczów.

Ja naszą rodzimą bundesligę lubię. Pomimo wszystkich swoich wad (a jest ich dużo), oraz pomimo, nie oszukując się, nie najwyższego poziomu sportowego, ma swój urok. Jest swojska, a przez to bliższa kibicom. Jednocześnie coraz bardziej profesjonalne opakowanie, czyli piękne stadiony i świetne transmisje dają namiastkę światowego futbolu. Chcę przybliżyć ją Wam jeszcze bardziej, nie zawsze stawiając ją w dobrym świetle, ale możliwie jak najbardziej obiektywnie. Mam nadzieję, że moje spostrzeżenia zachęcą Was do zainteresowania się tym, co dzieje się w naszej najwyższej klasie rozgrywkowej. A czasem dzieję się naprawdę sporo!

ekstraklasaAle zacznijmy od początku
Ekstraklasa wróciła! W końcu. Ale czy był to aż tak bardzo wyczekiwany powrót? Ja nie zdążyłem się bardzo stęsknić. Wyjątkowo krótka przerwa trwająca tylko 2 miesiące, która w dodatku i tak wypełniona była piłkarskimi emocjami na to nie pozwoliła. W dodatku na rynku transferowym jak na razie działo się wyjątkowo mało. Nie było spektakularnych transferów i nawet Lechia nie kupiła kilkunastu nowych zawodników, co wydawało się nową świecką tradycją. Na szczęście okienko w pełni i mam nadzieję, że ligę zasili kilku nowych zawodników.
Jest za to parę ciekawych powrotów do Ekstraklasy. Warto je obserwować, patrząc chociażby na przykład na Starzyńskiego i Wolskiego, którzy po powrocie z nieudanych podróży po zagranicznych ligach, dali świetny występ na rodzimym gruncie w rundzie wiosennej. Dominik Furman chcący się w końcu odbudować trafia do Wisły Płock, Jakub Kosecki wraca do Legii po niezbyt udanym wypożyczeniu, Piotr Ćwielong przechodzi do Ruchu Chorzów, Adam Marciniak do Arki Gdynia, a Lecha Poznań wzmacniają Maciej Makuszewski i Radosław Majewski. Nazwiska, jak by nie patrzeć, znane w Ekstraklasie. Żeby nie było zbyt kolorowo, ubyło kilku kluczowych zawodników. Z Jagielonii odszedł Drągowski, z Lecha – Kamiński i Lovrencsics, Legia pozbyła się Dudy i Borysiuka, chociaż w przypadku drugiego zawodnika zamiast mówić o osłabieniu stołecznej drużyny, powinniśmy pogratulować prezesowi, że potrafił na nim kolejny raz bardzo dobrze zarobić, mimo tego, że więcej niż solidnym ligowcem nie jest. Wciąż nie wiadomo, co z transferami Linettego, Pazdana, Nikolica, Starzyńskiego czy Stępińskiego, o których jest głośno co jakiś czas. Piast nie zdołał zatrzymać Nespora i Vacka, ale chyba nie to obecnie martwi najbardziej kibiców śląskiej drużyny. Dzień przed startem Ekstraklasy, do dymisji podał się trener Radoslav Latal. Czech w zeszłym sezonie wykręcił świetny wynik, jednak mimo to mówiło się o konflikcie trenera z zarządem klubu. Klub pilnie potrzebuje realnych wzmocnień, a w zamian dostaje w ostatniej chwili Michała Masłowskiego. Mówiąc delikatnie, nie wygląda to dobrze.

Ekstraklasa01

Myślę, że praca trenera w Ekstraklasie powinna być traktowana jako praca wysokiego ryzyka. Osiągany wynik sportowy praktycznie nie ma wpływu na utrzymanie posady. Możesz zdobyć podwójną koronę, wyciągając zespół z 10-punktowej straty i stracić stanowisko (Czerczesow). Możesz osiągnąć najlepszy wynik zespołu od 15 lat i władze klubu uznają, że to za mało (Michniewicz). Możesz w polu kukurydzy złożyć nieźle grający zespół, chwalony za styl, a mimo to po sezonie zostać zwolnionym (Mandrysz). W końcu możesz zostać wicemistrzem kraju, a władze klubu nie zrobią nic, aby ci w pracy pomóc i cię zatrzymać (Latal).
Takie przykłady można mnożyć, a to tylko te z przełomu tego i ubiegłego sezonu. „Długofalowa wizja” i „zaufanie” to słowa, których prezesi klubów boją się jak ognia. Niby każdą zmianę trenera można jakoś usprawiedliwić, ale czy nie lepiej byłoby po prostu pozwolić im pracować? Bo czy można nazwać pracą składanie zespołu w ostatniej chwili, bez możliwości większych transferów i dostosowania ich do własnej taktyki? Z drugiej strony jeśli nie ma wyników to czy lepiej jest bezczynnie czekać?
Trudno ocenić. Spójrzmy więc jak to wygląda na zachodzie, w najlepszych ligach. Trochę cyferek. W Ekstraklasie na przestrzeni ostatnich dziesięciu sezonów mieliśmy średnio co roku 21,2 zmiany trenera. W Premier League – 14,5, La Liga – 19,2, Bundesliga – 15,4 Serie A – 23,3, Ligue 1 – 11,6. Biorąc pod uwagę, że w Ekstraklasie gra tylko 16 drużyn, a w wyżej wymienionych ligach 20 (wyjątek Bundesliga – 18), bilans ten wygląda bardzo źle. Tym bardziej jeśli spojrzymy na rozkład w którym momencie sezonu zmieniani są trenerzy. Z wymienionych lig, tylko w naszej zdecydowana większość zmian zachodzi podczas sezonu, a nie przed lub po nim. Efekt „nowej miotły” czasem się sprawdza, ale tak raczej nie wprowadzimy krajowej piłki na wyższy poziom.

red. Marcin Lisiecki

Więcej o informacji o sportowej Wtorkowej Aktywacji.

Słuchaj Aktywacji Wtorkowej w godzinach 18-20.00

Tagi: , ,