Artykuł

Azja wciąż w świadomości znacznej części naszej społeczności majaczy jako odległy świat skośnookich ludzi, dzięki którym od czasu do czasu możemy delektować się chrupiącym kurczakiem, albo surową rybą zawiniętą w wodorosty. Na szczęście raz w roku pojawia się okazja do wyzbycia się wszystkich uprzedzeń i zanegowania stereotypów dotyczących tej kultury. Mowa tu Festiwalu Pięć Smaków, który w tym roku miał swoją jubileuszową 10 edycję.

14925620_1303355273039754_4237867428252806649_n

Tegoroczna edycja nie tylko obfitowała ona w pokaźną ilość filmów z najróżniejszych krajów, takich jak Japonia, Tajlandia, Tajwan, Filipiny, Chiny, Wietnam, Korea Południowa, a nawet Pólnocna, ale widzowie mogli również zobaczyć praktycznie cały przekrój gatunków filmowych-od dramatów, przez horrory, po filmy (praktycznie) erotyczne.
Jednak jak wiemy, najważniejszym celem festiwalu, jest wyłonienie zwycięzcy oraz przyznanie nagród. W tym roku było ich dwie, w tym jedna naprawdę szczególna. Po raz pierwszy bowiem swojego zwycięzcę wyłoniło jury składające się z przedstawicielek sieci NETPAC. Historycznym wygranym został film “Tharlo” w reż. Pemy Tsendena “za unikalną estetykę i wyjątkowe zdjęcia, tworzące historię o wyobcowaniu i utracie złudzeń”. Co ciekawe, w dniu, w którym werdykt został ogłoszony, film po raz pierwszy został pokazany publiczności w rodzinnym mieście reżysera.
Drugą, jednak najważniejszą nagrodą festiwalu była ta przyznawana przez jury główne festiwalu, czyli People’s Jury-jedenastoosobową grupę pasjonatów kultury
i kina azjatyckiego. W tym wypadku „za pełen ciepła portret tożsamości filipińskiej na tle globalnych, lokalnych i jednostkowych historii, za ukazanie z lekkością, humorem i w przepięknej formie wizualnej złożoności kolonialnych problemów w skali mikro, i za uniwersalizm przesłania i estetyki”, przyznano główną nagrodę filmowi „Dziecko Apokalipsy” w reżyserii Mario Cornejo. Szczególnie niezwykły był sposób w jaki para twórców dowiedziała się o wygranej. Mario i Monster nie mogli zostać w Warszawie do końca festiwalu, więc organizatorzy przed ceremonią zamknięcia połączyli się z nimi przez… Skype, a całą rozmowę nagrali i wyświetlili później obecnym na gali widzom.

W tegorocznej sekcji konkursowej o nazwie Nowe Kino Azji j znalazły się najnowsze filmy niezależnych twórców, wśród których ciężko wybrać zdecydowanego faworyta. Jednak moim wygranym tej edycji nie jest jeden film, a cała sekcja – Kino Korei Północnej. Okazja, aby zobaczyć filmy z tego najbardziej odizolowanego kraju świata, albo zadać pytanie człowiekowi, który jeden z nich kręcił i zna wszystkie sekrety tej krainy, może zdarzyć się tylko raz w życiu. Tak samo wyjątkową była spotkania wszystkich twórców obecnych na festiwalu, od których z pierwszej ręki dowiedzieć się można tego, co po projekcji niektórych z ich filmów, nurtuje zwykłego widza.

Tym, co może nie jest aż tak ważnym punktem festiwalu samego w sobie, a jednak w ogólnym odbiorze stanowi bardzo pozytywny aspekt, są oryginalne reklamy z krajów Dalekiego Wschodu. Podkreślają one to, jak bardzo różnią się nasze kultury i pokazują jak wygląda tamtejszy marketing.

Festiwal Pięć Smaków udowadnia, że nie tylko dobrze znane i sprawdzone kino musi podobać się europejskim widzom. To wydarzenie, dzięki któremu nawet największy przeciwnik filmów azjatyckich (trochę taki jak ja) przekona się do nich i zapragnie do nich wracać. Wszyscy powinni wybrać się chociaż raz na ten Festiwal, by zrozumieć, że kino-nieważne skąd-po prostu łączy ludzi.

Tagi: ,