Artykuł

Istnieją takie zespoły, na których koncert iść po prostu wypada, jeśli się jest fanem określonego gatunku. Jedną z takich grup jest The Sisters of Mercy, bo to przecież klasyka rocka gotyckiego. 15 września Brytyjczycy wystąpili w warszawskim klubie Progresja Music Zone. Nie był to koncert, który mnie zachwycił – a dlaczego- dowiecie się w tej relacji.

Zupełnie nie dziwi fakt, że na miesiąc przed koncertem już nie było biletów, ponieważ Siostry Miłosierdzia mają w Polsce ogromną rzeszę wielbicieli, szczególnie wśród tych, którzy słuchali  audycji Tomasza Beksińskiego, więc średnia wieku na tym koncercie była stosunkowo wysoka. Podczas występów The Membranes oraz The Sisters of Mercy w Progresji panowała świetna atmosfera. Niektórzy skakali, inni po prostu stali i chłonęli każdy dźwięk.  Oba koncerty zostały bardzo dobrze nagłośnione, co na pewno wpłyneło pozytywnie na ich odbiór.

Podczas wielu koncertów przed gwiazdą wieczoru występuje support. Z supportami bywa różnie, niektóre doskonale wpisują się w klimat wieczoru, inne zupełnie nie. Jedni grają świetne koncerty, drudzy na scenie prezentują się bardzo źle. W Progresji przed The Sisters of Mercy zagrał brytyjski zespół The Membranes, który występuje od 40 lat. Ich koncert był fantastyczny. Zaprezentowali swoje kompozycje, utrzymane w klimacie post punkowym. Na scenie tryskali energią i zachęcali publiczność do wspólnej zabawy. Wokalista śpiewał z ogromną mocą i wielkim zaangażowaniem.  Było mrocznie. The Membranes doskonale sprawdzili się w roli supportu. Ludzie zgromadzeni w Progresji bawili się świetnie, choć pewnie niewiele osób znało ten zespół wcześniej, bo jak sam wokalista zaznaczył ich ostatni występ w Polsce miał miejsce w 1987 roku, nie licząc tych, które zagrali w naszym kraju podczas obecnej trasy koncertowej.

Punktualnie o godzinie 21 na scenie w Progresji pojawili się członkowie The Sisters of Mercy i zaczęli swój dobry, choć krótki koncert. Podczas ich występu panowała niesamowicie mroczna atmosfera. Muzycy zaprezentowali przekrój utworów ze wszystkich albumów, które wydali podczas swojej kariery. Nie zabrakło hitów takich jak: „Lucretia My Reflection”, „Temple of Love”, „This Corrosion” czy „Marian”. Jednak ich wykonania nie były aż tak porywające jak kiedyś. Uwagę przykuwała natomiast przepiękna gra świateł i dekoracja na scenie, składająca się ze starych luster, które przypominały czasy minione. Muzycy byli ubrani na czarno i mieli okulary przeciwsłoneczne, będące w przeszłości symbolem megalomanii. Wokalista przyzwyczaił nas do tego, że na scenie zachowuje się bardzo spokojnie, ale za to gitarzyści tryskali energią. Muzycznie brzmieli fantastycznie. Niestety Andrew Eldritch nie śpiewa już tak jak dawniej, ale czy od artysty, który od 27 lat nie wydał nowej płyty można oczekiwać doskonałego przygotowania głosowego? Niektórzy powiedzą „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”, inni stwierdzą, że „trzeba docenić to, że nadal koncertuje”. Podczas warszawskiego koncertu pozostali członkowie zespołu „pomagali” mu wokalnie, ale czy to przeszkadzało fanom The Sisters of Mercy – na pewno nie wszystkim. Dla wielu w muzyce liczy się nie tylko absolutnie czyste brzmienie, ale też wspomnienia i emocje, które są związane z danym utworem, szczególnie jeśli jest on wykonywany przez jeden z najważniejszych zespołów życia. Odniosłam wrażenie, że wiele osób przyszło na ten koncert poszukując wspomnień sprzed wielu lat, kiedy brzmienie The Sisters of Mercy było czymś zupełnie nowym, niespotykanym. Tegoroczny koncert tej brytyjskiej grupy nie zachwycił, ponieważ niedociągnięcia wokalne miały duży wpływ na odbiór tego występu. Mimo wszystko miło spędziłam ten piątkowy wieczór w Progresji.

Wydaje się, że fani The Sisters of Mercy są w stanie wiele wybaczyć wokaliście, bo mimo wszystkich niedociągnięć podczas występu, w Progresji panowała fantastyczna atmosfera. Ludzie śpiewali razem z Andrew Eldritchem, niejednokrotnie głośniej niż on sam i świetnie się bawili. Po tym występie mam jednak mieszane uczucia, ale nie mogę się zgodzić z tymi, którzy mówią, że było po prostu tragicznie.

Red. Natalia Ostaszewska
Muzyczne Skrajności

 

 

Tagi: , , , ,