Artykuł

smolik kev fox

Palladium. Sala wypełniona po brzegi. Na scenie dwie postacie. Lepiej znany polskiej publiczności multiinstrumentalista Smolik, autor czołówki do Faktów TVN, który współpracował m.in. z zespołem Wilki, Noviką, Kasią Nosowską, zespołem Myslovitz i Arturem Rojkiem, Krzysztofem Krawczykiem czy Marią Peszek. Mniej znany w Polsce Kev Fox, związany ze sceną Manchesteru, autor płyt: „Help Yourself” i „King for a day”.

Smolik / Kev Fox to krążek, któremu postawiono bardzo wysoko poprzeczkę. Czego można się spodziewać po koncercie na żywo, gdzie zostaną zaprezentowane utwory z tej płyty i wiele, wiele więcej? Będzie dobry? Pudło. Był to koncert wybitny. Prawdziwy majstersztyk. Dwie indywidualności, które razem stworzyły niezapomniany duet. Charyzma zaznaczona w każdym dźwięku, oryginalna barwa głosu Keva Foxa, talent Smolika, komunikacja niewerbalna między muzykami na najwyższym poziomie, nastrojowe gitarowe riffy, perkusja, klawisze, unikalne melodie. Wszystko to złożyło się na jeden wielki efekt: WOW!

Jeżeli spodziewaliście się dużej dawki elektroniki, zaserwowanej przez Smolika, to i tym razem Was zaskoczę. Umiarkowane zastosowanie syntezatora. Dźwięki gitary Keva Foxa i rytmy perkusji zdecydowanie wysunęły się na pierwszy plan, pozostawiając jako tło klawisze Smolika. Rock przez duże R, muzyka alternatywna, szczypta bluesa i elektroniki. Lepiej być nie mogło.

Kev Fox cały czas starał się nawiązać kontakt z publicznością. Opowiadał o swoich piosenkach. „Little Older” – o tym, że nigdy nie dorastamy. „Clocked”- o życiu, że cały czas jesteśmy w innym miejscu. Usłyszeliśmy też trochę łamanej polszczyzny, ale nie można odmówić uroku wokaliście. Nie zabrakło także „Mind The Bright Lights” i „Help Yourself”. Jednak to, co wszyscy fani chcieli na pewno usłyszeć, to zapowiedź nowej płyty. W Palladium mieliśmy okazję posłuchać jednego z nowych utworów. Trudno oceniać po jednokrotnym przesłuchaniu, będąc pod wpływem tak wielkich emocji, oszołomionym kaskadą barw i dźwięków, ale nie mogę się powstrzymać, by nie powiedzieć, że była to piosenka unikalna. Zmienny rytm, spokojne zwrotki, zaskakujący refren, ciekawa aranżacja muzyczna, dużo perkusji i głos Foxa z charakterystyczną chrypką, przypominający trochę barwę Franka Moreya, stworzyły mieszankę na miarę hitu. Czekaliśmy na Bokkę i „Regretfully Yours”. Niestety jak powiedział Kev, Bokka jest z nami duchem, ale nie ciałem. Nie pojawiła się na żywo, ale na wielkim ekranie i zaśpiewała w duecie z Foxem. Jeżeli na płycie utwór wydaje się smutny, to w realu jest tak przytłaczający, jakby wokaliści próbowali „zmiażdżyć nas i wbić w ziemię” ciężkością tej ballady. Na zakończenie piosenki z sufitu spadły srebrne gwiazdki. Nie jestem w stanie rozstrzygnąć, dlaczego akurat po tej piosence? W utworze: „Hollywood”, który wokalista wykonuje razem z Natalią Grosiak, pojawiła się Brodka. Duet z Kev Foxem okazał się strzałem w dziesiątkę. Na koniec zostawiłam nam „wisienkę na torcie”.

Now and then when you feel like war
Know that time has elapsed

Mowa oczywiście o „Run”. Tekst, którego nie da się nie lubić. Na scenie Palladium utwór zabrzmiał dwa razy: w trakcie koncertu i jako utwór kończący (bis). Wywołał niezwykłe ożywienie publiczności. Pierwszy singiel, który szybko zyskał popularność w rozgłośniach radiowych. W Palladium podczas drugiego wykonania Kev Fox zaprosił na scenę swojego kolegę z Manchesteru. Perkusja, instrumenty Smolika i dwie gitary. Zrobiło się naprawdę gorąco, emocjonująco, muzyka porwała publiczność. Oklaski, wykrzykiwany tekst, taniec, reflektory, wciąż rosnące napięcie. Prawie jak prawdziwe „Run”. Wszystko działo się tak szybko i zmieniało jak w kalejdoskopie. Kev Fox zaczął nagle uderzać swoją gitarą o ziemię, a Smolik klawiszami o rozstawiony sprzęt. Nagle klawisze Smolika rozsypały się po scenie, a wokalista złamał swoją gitarę. To się nazywa prawdziwy: hit the jackpot.

Jeżeli jeszcze ktoś waha się czy kupić płytę Smolik / Kev Fox, albo czy wybrać się na koncert Smolika i Keva Foxa to chyba nie muszę pisać, że będzie to dobra decyzja. Duet niezapomniany, utwory dopracowane w każdym calu. Dla takich chwil warto żyć, takich muzyków „kochać”. Wielkie ukłony dla talentu Smolika, człowieka wszechstronnego muzycznie i Keva Foxa, który świetnie prezentuje się na polskiej scenie muzycznej. Brawa! Do tej pory „gra mi w duszy”: „Come together” The Beatles, którego też nie zabrakło.

red. Sylwia Borycka

Tagi: , , , ,