Artykuł

Mikołaj Trzaska Solo zdj.Mona Blank (604x800)

Mikołaj Trzaska, jeden z najważniejszych polskich saksofonistów, centralna postać dla współczesnego łączenia jazzu z muzyką żydowską, a także twórca muzyki do filmów m.in. Smarzowskiego wystąpił 20. kwietnia w Pardon, To Tu.


Choć znany jest raczej z gry zespołowej, choćby w Shofar, Ircha Clarinet, a kiedyś w Łoskocie i Miłości, tym razem na scenie wystąpił solo, a były ku temu co najmniej dwa powody. Po pierwsze świętuje w tym roku swoje 50. urodziny i być może dlatego postanowił podsumować albo zmierzyć się samemu ze swoim instrumentem, na którym gra ponad połowę życia. Pokłosiem tego jest pierwsza w jego dorobku solowa płyta, która swoją premierę miała właśnie na opisywanej trasie koncertowej i to jest ten drugi powód.
Mikołaj Trzaska nigdy nie lubił dawać w swojej muzyce gotowych kluczy interpretacyjnych i łatwych odpowiedzi. I tym razem snuł całkiem abstrakcyjne formy i zaserwował publiczności prawdziwe ćwiczenia na wyobraźnię, a jego podziękowania do słuchaczy za cierpliwość i pobłażliwość nie były wcale kokieterią. Przechodził od jęków i przedęć, przez bardziej rytmiczne i perkusyjne formy, po melancholijne i liryczne melodie, w których mocno wyczuwalne były nuty muzyki żydowskiej. Na koniec pojawił się też przedpremierowo fragment muzyki do filmu „Wołyń” Smarzowskiego, który potwierdził, że Trzaska umiejętnie potrafi łączyć abstrakcję z ilustracyjnością muzyki filmowej i zawrzeć bardzo silne emocje, jednocześnie pozostając lekko z tyłu. Ta rozpiętość stylistyczna podczas koncertu trochę mi przeszkadzała i brakowało spójności, ale sam muzyk powiedział, że tego wieczoru bardziej szuka dźwięków, niż odgrywa gotowce, no i na pewno nie można zarzucić mu nudy i mechanicznego odtwarzania swojej muzyki. Ważne były komentarze, które saksofonista wplatał między utwory.

Już na początku zaznaczył, że nie będzie grał muzyki z premierowej płyty, ponieważ ona została już nagrana, a ważniejsze i ciekawsze jest to, co przed nami albo, że dziś nie mógłby już powstać dokładnie taki sam album, ponieważ na jego muzykę wpływają codzienne doświadczenia, więc nieustannie się ona zmienia. Nie siląc się na intelektualne przemowy, zawarł w tych słowach sens muzyki improwizowanej.
Nie był to koncert łatwy i choć nie mogę przywołać szczegółowo ani jednego fragmentu z gry Mikołaja Trzaski, to bardzo mocno utkwił mi w pamięci klimat i autentyczność jego muzyki. Potwierdził, że jest artystą świadomym i dojrzałym, choć na tym etapie niczego nie musi już udowadniać.

red. Jakub Tyman

Tagi: , ,