Artykuł

ilya

O wyjątkowości Halfway Festivalu w Białymstoku przekonałam się w zeszłym roku, będąc na czwartej edycji tego cudownego wydarzenia. W ostatni weekend czerwca Białystok zamienia się w stolicę muzyki ambitnej, wartej uwagi. Nie zawsze występują tam bardzo znani artyści, ale za to tacy, którzy mają do przekazania wiele emocji, a z publicznością zgromadzoną w amfiteatrze tworzą jedność i z łatwością znajdują wspólny język.

Po koncercie (albo też i przed) można spotkać ich w lobby albo na widowni, gdzie oglądają występy innych i niejednokrotnie się nimi zachwycają. Halfway Festival cenię najbardziej za atmosferę i za to, że artyści są na wyciągnięcie ręki – czasem można nawet iść z nimi na przysłowiowe piwo.

Piąta edycja tego jakże pięknego wydarzenia wywarła na mnie ogromne wrażenie, podobnie jak czwarta. Tym razem miałam okazję posłuchać nieco innej muzyki, ale to tym lepiej, przecież festiwale są od tego, żeby poszerzać swoje muzyczne horyzonty i nie tylko. Na Halfwayu wystąpiło 13 artystów, reprezentujących różne gatunki muzyczne, począwszy od muzyki mocno elektronicznej w wykonaniu zespołu Inteligency, a skończywszy na muzyce folkowej z dalekiej północy czy też americanie. Na pewno każdy uczestnik tego festiwalu znalazł coś dla siebie. Tak potężnej dawki różnorodnych emocji, dawno nie przeżyłam, ale teraz przejdźmy do bardziej szczegółowego opisu koncertów.

Dzień 1

Koncerty pierwszego dnia festiwalu rozpoczynają się nieco później niż w pozostałe dni. Tradycyjnie każdą edycję festiwalu otwierają artyści z Białegostoku. Tym razem na scenie amfiteatru zaprezentował się zespół Byen. Muzycy zagrali pełen emocji i bardzo klimatyczny koncert. Później na scenie pojawił się kanadyjski zespół Destroyer i to było pierwsze „gitarowe granie” na tej edycji festiwalu. Oprócz bardzo znanych piosenek takich jak „Time Square”, muzycy zaprezentowali również trochę mniej znany repertuar, a swoją grą porwali niektórych do tańca. Zdarzyły się również momenty bardzo liryczne, czasem do oczu cisnęły się łzy.

Przepięknym zwieńczeniem piątkowego wieczoru był występ zespołu ILYA. Chwilę po północy na scenie pojawiła się Joanna Swan w czarnej sukience i z kwiatami we włosach. Koncert ILYI był pierwszym po kilku latach przerwy. Muzycy promowali swój najnowszy album studyjny zatytułowany „Gospel”. Nie zabrakło również bardzo znanych i pięknych utworów z pierwszego albumu – „They Died for Beauty” i Belissimo. Joanna Swan czarowała swoim głosem, pokazywała swoje ogromne umiejętności wokalne i niesamowitą skalę głosu, a Nick Pullin cudownie grał na gitarze. Po koncercie muzycy otrzymali gromkie brawa od publiczności. Tytułowy utwór z płyty „Gospel” wybrzmiał tego wieczoru dwa razy. Najpierw w „podstawowej setliście”, a później na bis. Za drugim razem publiczność śpiewała razem Joanną Swan i było to doskonałe zakończenie pierwszego dnia festiwalu. Na koncert Ilyi czekałam z ogromną niecierpliwością, od czasu gdy pierwszy raz usłyszałam utwór „They Died for Beauty” i na pewno się nie zawiodłam. Mam nadzieję, ze muzycy z Brystolu niedługo wrócą do Polski.

Dzień 2

Drugi dzień Halfway Festiwalu należał do muzyków z północy, może z małymi wyjątkami izraelskim i polskim. Najpierw na scenie pojawił się Coldair, który do Białegostoku przyjechał promować swój najnowszy krążek. Z przykrością muszę stwierdzić, że ten koncert nie porwał mnie. Później na scenie pojawili się muzycy z estońskiego zespołu Odd Hugo. Ich występ z kolei bardzo przypadł mi do gustu. Można było zaobserwować, że Estończycy doskonale czują się na scenie, a podczas ich koncertu panowała niezwykła atmosfera. Oprócz prezentacji swoich utworów, muzycy trochę o nich opowiadali w takim „gawędziarskim stylu”.

Następnie wystąpiła Eivor – artystka pochodząca z Wysp Owczych i grająca folkową muzykę północy. Wokalistka śpiewa zarówno w języku angielskim, jak i farerskim. Podczas swojego występu wykazała się ogromną charyzmą. Zagrała głównie utwory ze swoich dwóch najnowszych albumów „Sior” i „Bridges”. Podczas 4 utworów, towarzyszyła jej Orkiestra Opery i Filharmonii Podlaskiej i chyba właśnie ten fragment jej koncertu najbardziej przypadł mi do gustu. Muzycy filharmonii przygotowali zaskakujące aranżacje kompozycji Eivor i muszę przyznać, że te wersje tych piosenek były bardzo przekonujące. Artyści w sposób fenomenalny współpracowali ze sobą, co w przypadku Orkiestr nigdy nie jest łatwym zadaniem. Po występie publiczność wzywała Eivor na scenę aż dwukrotnie. Artystka była bardzo zaskoczona tak ciepłym przyjęciem w Białymstoku. Myślę, że szybko powróci do Polski na kolejne koncerty.

Eivor

Później na scenie pojawił się Izraelski zespół Acollective. Muzycy zagrali bardzo energiczny koncert, poza tym zabawiali również publiczność swoimi opowieściami. Najbardziej zapadł mi w pamięć utwór, który wybrzmiał jako ostatni. Nosi o tytuł „Simon Says”. Wcześniej znałam tę piosenkę stosunkowo dobrze, ale nie spodziewałam się tak udanej koncertowej aranżacji. Muszę przyznać, że przed Halfwayem słuchałam ich płyt i miałam mieszane uczucia, po prostu nie do końca mnie przekonały. Jednak Acollective to zespół, który zyskuje na koncertach, ponieważ tworzą niezwykłe show.

Na zakończenie drugiego dnia festiwalu wystąpiła Ane Brun, na której koncert czekałam bardzo długo. Była to jej pierwsza wizyta w Polsce, ale z pewnością nie ostatnia. Występ Ane był dopracowany w każdym szczególe. Setlista została ułożona w taki sposób, że utwory bardziej energiczne przeplatały się z tymi spokojniejszymi, a z każdą kolejną minutą artystka się „rozkręcała”. W setliście znalazły się utwory z najnowszego albumu „When I’m Free”, ale też nie zabrakło kilku starszych piosenek oraz jednego coveru piosenki Halo, w oryginale wykonywanej przez Beyonce. To wykonanie było niesamowite, „zrobione po swojemu”, a przede wszystkim zaskakujące i oczywiście niezapomniane. Ane Brun podobno przyjechała do Polski bardzo zmęczona, co było zauważalne na początku jej koncertu, jednak później otrzymała mnóstwo pozytywnej energii od publiczności i potem było już tylko lepiej. Ane Brun przepięknie grała na gitarze, czarowala swoim głosem, tańczyła i opowiadała o swoich kompozycjach. Mimo tego niesamowitego zmęczenia, artystka zdecydowała się na bis, ponieważ chciała podziękować białostockiej publiczności za tak ciepłe przyjęcie. Był to występ pełen różnorodnych emocji. Niektórych utworów słuchałam z uśmiechem na twarzy. Inne natomiast dostarczyly wielu wzruszeń. Mam nadzieję, że Ane szybko wróci do Polski na koncerty, wtedy z radością zobaczę ją ponownie.

 

Dzień 3

Ostatni dzień festiwalu otworzył zespół Inteligency, pochodzący z Białorusi. Muzycy zagrali wspaniały koncert, który na pewno na długo pozostanie w pamięci (zresztą jak cały festiwal). Ich muzyka zachęcała momentami do tańca.

Później na scenie pojawił się zespół Giant Sand. Był to dla mnie najważniejszy koncert trzeciego dnia festiwalu, na który czekałam bardzo długo. Muzycy przekazali publiczności mnóstwo pozytywnej energii prosto z Ariozny. Ich utwory czasem są bardzo energiczne innym razem liryczne. Na Halfwayu zagrali i takie i takie. Bardzo podobał mi się ich sposób grania na gitarze. Podczas kilku ostatnich utworów, niektórzy ludzie zaczęli szaleć pod sceną, czym na pewno zaskoczyli muzyków. Howe Gelb był nieco zaskoczony tym faktem.

Giant Sand

Później na scenie pojawili się Islandczycy z zespołu Mammut, którzy zagrali rockowo-alternatywny koncert pełen energii. Wokalistka pokazywała swoje ogromne umiejętności wokalne, czasem śpiewała innym razem krzyczała. Poza tym muzycy popisywali się również wspaniałą grą na gitarze oraz tańcem w takt ich muzyki. Nie spodziewałam się po tym zespole tak fantastycznego koncertu, podczas którego można było odkryć Islandzką muzykę na nowo. Wcześniej Islandia kojarzyła mi się z Sigur Ros czy Bjork.

Po 5 edycji Halfwaya do tych skojarzeń na pewno dołączy zespół Mammut. Po tym koncercie doszłam do wniosku, że muzyczna Islandia jest w dużej mierze przeze mnie nie odkryta, ale to dobrze. Być może na kolejnej edycji Halfway Festivalu Islandia znowu czymś zaskoczy.

Następnie na scenie pojawiła się Julia Marcell, która również zagrała wspaniały koncert. W setliście jej występu znalazły się piosenki zarówno po Polsku jak i po angielsku. Nie zabrakło „Tarantino” i „Andrew” Po każdym utworze otrzymywała gromkie brawa. W pewnym momencie część osób zgromadzonych w amfiteatrze wstało i zaczęło śpiewać i tańczyć, wtedy Julia zeszła ze sceny i zaczęła lawirować pomiędzy tańczącymi ludźmi, czym skradła serca wielu.

Ostatnim zespołem, który wystąpił na 5 edycji Halfway Festivalu było Wilco. Muzycy prezentowali się na scenie znakomicie i już od pierwszych minut koncertu, niektórzy ludzie wstali i zaczęli tańczyć. Sądząc po reakcjach na scenie. Członkowie tej grupy byli bardzo zaskoczeni tak ciepłym przyjęciem przez polską publiczność. Na twarzy Jeffa podczas każdego utworu pojawiał się uśmiech. Wokalista stwierdził, że nigdy wcześniej nie grali przed tak wspaniałą publicznością. Warto podkreślić również, że muzycy dali najdłuższy koncert podczas 5 edycji festiwalu – grali ok 2 godzin, co na festiwalach się raczej nie zdarza. Same bisy trwały ok. 40 min. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że amfiteatr podczas koncertu Wilco „wyleciał w powietrze”. Cóż za niezapomniane wrażenia.

Wilco

5 edycja Halfway Festivalu na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci, a to za sprawa bardzo różnorodnych  i niesamowitych koncertów, wspaniałej atmosfery i inspirujących rozmów z artystami i nie tylko. Te 3 dni w Białymstoku minęły za szybko. Następna taka muzyczna uczta za rok. 

Red. Natalia Ostaszewska
Program Muzyczne Skrajności

Tagi: , , ,