Artykuł

W Warszawie dnia 25 marca odbyło się wydarzenie, które solidnie zatrzęsło stolicą, Festuza. Jest to już druga edycja tej imprezy. Organizowana z inicjatywy zespołu Gentuza (również uświetniającego line-up), odbywa się w trzech miastach: Wrocławiu, Szczecinie oraz wspomnianej Warszawie. Na tegorocznej edycji zaprezentowało się sześć metalowo-rockowych zespołów, gdzie head-linerami są: fiński zespół alternatywno-metalowy Khroma oraz Gentuza.
Wydarzenie miało miejsce w klubie „Voodoo Club”, przy al. Prymasa Tysiąclecia 48A, gdzie odbyła się również poprzednia edycja. Rozpoczęcie było przewidziane na godzinę 19. Koncerty zaczęły się jednak z półtoragodzinnym opóźnieniem, co prawdopodobnie było powodem krótszego czasu trwania koncertów. Jednak dało mi to czas, aby przypatrzeć się miejscu. Klub podzielony jest na dwie części – pubową i koncertową. Tak, jak koncertowej niczego nie brakuje to część pubowa wypada słabo. Mimo dużej przestrzeni, w pomieszczeniu panuje ogólne wrażenie ciasnoty. Trudno znaleźć było miejsce, mimo stosunkowo niewielu osób w klubie. Co do plusów nie można zapomnieć o projektorze, który wyświetlał koncerty w części pubowej. W ten sposób zmęczona publiczność mogła śledzić koncert bez konieczności stania pod sceną. Jednak przejdźmy wreszcie do samego koncertu.

Jako pierwsi wystąpili Ball Lighting, wykonujący muzykę rockowo-metalową. Był to zdecydowanie najsłabszy występ, jaki miał miejsce na Festuzie. Instrumentalnie wypadli całkiem nieźle, lecz wokal dawał wiele do życzenia. Trudno mi powiedzieć, o czym dokładnie były teksty. Długo zastanawiało mnie, w jakim dokładnie języku śpiewa wokalista. W końcu, jak usłyszałem, że coś zgubił, zorientowałem się, że to rodzima mowa. Cytując „Rejs” „..stawiam wniosek przesunięcia kolegi Śpiewaka do sekcji gimnastycznej.”
Następnym składem jaki wszedł na scenę był HIGHFLY. Chłopaki już od samego początku dali się poznać jako zespół o czysto punkowej energii. Czuło się duży luz w ich muzyce, szczególnie ze strony wokalisty. Mimo, że trudno było zrozumieć miejscami tekst, nadrabiał dynamiką. HIGHFLY wypadł na tyle dobrze, że publiczność domagała się bisów. Niestety tu wraca nam wątek opóźnienia całego wydarzenia, przez co organizatorzy nie dali nam możliwośiwości usłyszenia więcej ich materiału. Uważam, ze był to świetny koncert, szkoda, że tak krótki. Ten zespół uleci jeszcze wysoko.
Po krótkiej przerwie nastał czas na zespół Aterra, który jest znany szerszej publice. W swojej muzyce łączą wpływy thrash metalu spod znaku Sepultury, Deathcore’u oraz elementów elektroniki przez używanie samplerów, które zaintrygowały mnie najbardziej. Niestety większość czasu nie były one zbyt wyraźnie słyszalne. Sam koncert był dawką solidnej energii. Soczyste riffy, świetny kontakt z publiką. Czego chcieć więcej? Zdecydowanie Aterra zatrzęsła festiwalem, zwiastując ciąg świetnych zespołów.
Pora na czwarty z sześciu zespołów, czyli RusT. Zespół wyróżniał się na tle innych, wykonując psychodeliczną muzykę rockową. Zręcznie połączyli wpływy glamu oraz klasyki rocka. Świetnie oddawali ducha lat 60, przenosząc nas w tamte czasy. Zdecydowanie było to mocne granie, przywołujące na myśl takie zespoły jak Blue Cheers, czy T-Rex. Zaskakujący wokal zgrabnie połączony z ciekawą przestrzenią instrumentalną był przyjemnością dla publiki, z którą podczas koncertu, zespół miał świetny kontakt. Na długo zapamiętam ten koncert, jak i sam zespół RusT.
Następnie nadszedł czas na przedostatni skład, który odpowiedzialny jest za organizację wydarzenia, czyli zespół Gentuza. Ich muzyka to połączenie progresywnego metalu, djentu oraz elektroniki. Wystąpili oni w nowym składzie z Łukaszem Przygodzińskim na basie i Tomkiem “Raydomem” Radomskim na perkusji. Obaj panowie są znani z warszawskiego zespołu NOKO.Tak jak można było się spodziewać dali oni koncert pełen niesamowitej energii. Pomiedzy członkami zespołu czuć było niesamowite zgranie, pomimo niedawnej zmiany składu. Czekam z wielką nadzieją na następny koncert oraz niedawno zapowiedzianą pierwszą Epkę.

Na sam koniec mogliśmy usłyszeć długo oczekiwany zespół KHROMA. Przyjechali do nas, aż z Finlandii i pokazali, co oznacza skandynawski metal na podwójnej stopce. Podobnie, jak Gentuza tworzą progresywny-groove metal, z domieszką elektroniki wydobywającej się z samplerów. Tym koncertem promowali materiał z albumu Stasis z roku 2016. Nie zabrakło też starszych kawałków. Dali oni koncert, który stolica zapamięta na długo i będzie z niecierpliwością czekać na ich powrót.

Tak oto zakończyła druga edycja Festuzy. Mimo paru negatywnych stron, polecam Festuzę dla wszystkich fanów ciężkich energicznych brzmień. Jest to ciekawe doświadczenie, które warto przeżyć.

Tagi: , , , , , ,