Artykuł

Antimatter to zespół, który bardzo lubi przyjeżdżać na koncerty do Polski. W zeszłym roku przybyli do naszego kraju promować swój najnowszy album studyjny zatytułowany „The Judas Table”, a w marcu 2017  roku zagrali trzy koncerty podsumowujące ostatnią dekadę działalności tej grupy. Jeden z tych występów odbył się 13 marca w warszawskim klubie Hydrozagadka.

Występ Antimatter supportował polski zespół Sounds like the end of the world, pochodzący z Gdańska. Muzycy zagrali kilka swoich instrumentalnych kompozycji, które znalazły się na dwóch dotychczas wydanych płytach tej grupy. Występ Sounds like the end of the world nie był porywający, a muzyka mało przekonująca. Członkowie tego zespołu nie wchodzili w interakcje z publicznością i nie przekonali mnie do siebie. Być może za parę lat, gdy nabiorą doświadczenia scenicznego, ich koncerty staną się lepsze, ale o tym dopiero się przekonamy za jakiś czas.

Na koncert Antimatter wybierałam się od czasu premiery albumu zatytułowanego „Fear of Unique Identity”, ale dopiero w tym roku udało mi się ich zobaczyć na żywo po raz pierwszy i tego nie żałuje. Był to koncert wyjątkowy. Muzycy zapowiedzieli, że podczas tej trasy koncertowej będą grać utwory, których być może nigdy wcześniej nie zagrali i już nie zagrają. Występ dla wielu fanów mógł być zaskoczeniem, ponieważ artyści wybrali utwory sprzed wielu lat. Nie pojawiła się żadna kompozycja z dwóch ostatnich albumów studyjnych.

Zaczęło się ambientowo-progresywnie. Już od pierwszego utworu Mick Moss hipnotyzował swoim głosem, choć nie do końca zachwycał. Jednak po kilku utworach muzycy się rozkręcili, a potem było już tylko lepiej i nawet drobne problemy techniczne nie wpłynęły na odbiór ich występu. Podczas prawie wszystkich kompozycji gitary brzmiały absolutnie fenomenalnie. Nie można było przejść obojętnie obok tych wszystkich dźwięków, które wprawiały w ogromne zasłuchanie i pozwoliły chociaż na chwilę zapomnieć o rzeczywistości. Artyści mieli doskonały kontakt z publicznością. Czasami próbowali mówić po polsku, co często prowadziło do śmiesznych sytuacji. Większość ludzi zgromadzonych w Hydrozagadce bardzo dobrze znała twórczość Antimatter. Niektórzy próbowali śpiewać razem z artystami. Widać było, że koncert tej brytyjskiej formacji przypadł wszystkim do gustu.

W setliście tego występu znalazły się głównie mało znane utwory, pochodzące z pierwszych płyt zespołu, choć nie zabrakło kilku flagowych kompozycji takich jak między innymi: „Leaving Eden”,  „The Last Laugh”, „Everything You Know Is Wrong”. Muzycy zaprezentowali również cover utworu Dead Can Dance, który nosi tytuł „Black Sun”. Na bis zagrali kompozycję „Epitaph”, którą zadedykowali: Piotrowi Grudzińskiemu oraz Aleah Stanbridge – artystom, którzy niespodziewanie zmarli w 2016 roku. Wszystkie utwory zostały wykonane z ogromnym zaangażowaniem i emocjami. Brzmiały zdecydowanie lepiej niż na płytach.

Wieczór w Hydrozagadce na pewno pozostanie na długo w mojej pamięci, szczególnie dlatego, że bardzo długo czekałam na swój pierwszy koncert Antimatter. Muzycy nie zawiedli, choć na początku musieli się trochę rozkręcić, ale potem było już tylko lepiej. Gdy wybrzmiała ostatnia kompozycja, nie wierzyłam, że to już koniec tego wyjątkowego wieczoru. Ten koncert był bardzo dopracowany, muzycy doskonale czuli się na scenie, a publiczność zgromadzona w Hydrozagadce stanęła na wysokości zadania. Zabrakło kilku bardzo ważnych dla mnie utworów, ale zostały one zastąpione przez inne, których być może już nigdy nie zagrają na żywo. Jeśli zespół znowu przyjedzie do Polski, a zapewne tak się stanie, ponieważ uwielbiają polską publiczność to i ja z przyjemnością się wybiorę na ich koncert ponownie.

Red. Natalia Ostaszewska
Muzyczne Skrajności

Tagi: , , , ,