Artykuł

Uleglosc_Michel-HouellebecqWe wrześniu ukazała się w Polsce „Uległość” – najnowsza książka Michela Houellebecqa, czyli francuskiego pisarza, który silnie i często boleśnie krytykuje współczesne społeczeństwo europejskie. Tym razem przedstawia przyszły obraz Europy, w której władzę przejmują wyznawcy islamu.


Houellebecq bez wątpienia należy do najważniejszych pisarzy XXI wieku. Jego zimny i oschły styl doskonale pasuje do przedstawianych bohaterów – samotnych, pozbawionych radości, a nawet sensu życia. W najnowszej powieści otrzymujemy modelowego wręcz dla tego autora głównego bohatera. Jest nim Francois, wykładowca literatury na paryskiej Sorbonie, powszechnie szanowany ekspert w swojej dziedzinie, który prowadzi samotne i spokojne życie. Nie utrzymuje żadnych relacji towarzyskich, nie licząc kilku znajomych wykładowców oraz kobiet (w większości własnych studentek), z którymi związany jest głównie seksualnie, bez złudzeń, że doprowadzi to do poważnego związku. Choć odniósł znaczny sukces zawodowy, daleki jest od poczucia spełnienia i mimo stosunkowo młodego wieku nie ma żadnych ambicji i planów na przyszłość. Punktem zwrotnym w jego życiu okazuje się zwycięstwo w wyborach prezydenckich w 2022 roku kandydata Bractwa Muzułmańskiego. Francois, który nigdy nie interesował się polityką i nie przypuszczał, że będzie miała ona jakikolwiek wpływ na jego życie, zmuszony jest do opuszczenia Sorbony, gdyż nowa władza dopuszcza do pracy w edukacji tylko wyznawców islamu. Przedstawiona jest bardzo ciekawa strategia rządzących, którzy główny nacisk kładą właśnie na edukację, przez co wychowują sobie przyszłych wyborców i sprawnie wykorzeniają całą europejską kulturę chrześcijańską.

Autor spokojnie i metodycznie pokazuje, co doprowadziło do upadku i zastąpienia zachodniego świata przez kulturę muzułmańską. Dystans autora do opisywanych zjawisk może niekiedy budzić grozę, ale w końcu Houellebecq nazywany jest „największym mizantropem Europy”, być może więc wcale nie przejąłby się upadkiem społeczeństwa, w którym żyje. Po lekturze kilku jego książek wydaje mi się jednak, że to tylko poza i w rzeczywistości to wrażliwy człowiek, który martwi się losem współczesnego „człowieka Zachodu” (choć jednocześnie go nie cierpi). Ciężko ocenić na ile poglądy prezentowane przez bohaterów zgadzają się z tymi Houellebecqa, ale gdyby faktycznie był tak zrezygnowany i bez nadziei patrzył na swoją społeczność, nie pisałby tak zaangażowanych książek, które zmuszają do myślenia, a nawet działania i wyraźna jest w nich tęsknota do wyznawania jakichkolwiek wartości.

Mocnym punktem powieści „Uległość” jest styl jej autora, mimo że wyeksploatowany już w poprzednich jego książkach. Oszczędny i pozbawiony upiększeń świetnie pozwala wniknąć w świat głównego bohatera i dobrze oddaje jego wewnętrzną pustkę. Nawet bardzo śmiałe opisy zbliżeń seksualnych kompletnie pozbawione są emocji i więcej mają w sobie ze sprawozdania, niż płomiennego romansu. Autor przyjmuje raczej rolę precyzyjnego chirurga, który przy pomocy pióra (klawiatury) odcina kolejne złudzenia i resztki społecznych wartości. Szok pojawia się, gdy zdamy sobie sprawę, że prowadzi on sekcję zwłok współczesnego europejskiego społeczeństwa, do którego przecież należymy, wcale nie uważając, że stoimy na krawędzi upadku.

Francuski pisarz znany jest ze swego krytycznego stosunku wobec islamu. Jego nazwisko znajduje się ponoć na czarnej liście muzułmańskich terrorystów, a premiera „Uległości” we Francji zbiegła się z zamachem na redakcję Charlie Hebdo, choć powiązanie tych wydarzeń pozostaje raczej w sferze domysłów. Co ciekawe, w najnowszej książce islam wcale nie jest atakowany, a przynajmniej nie bezpośrednio. To, co zdaje się głównie krytykować Houellebecq to tytułowa uległość – uległość zachodniego świata, która przejawia się bezrefleksyjnym akceptowaniem i przyjmowaniem cudzych wartości i poddawaniem swojego kraju, religii i kultury. Muzułmanie ukazani są więc raczej nie jako najeźdźcy, ale jako ci, którzy bez walki wypełniają pustą przestrzeń, skoro Europejczycy zmierzają do samobójstwa.

Książka zdecydowanie ma także słabe punkty. Przede wszystkim jest mocno zbliżona do poprzednich dzieł tego autora i to, co szokowało i zachwycało choćby w znakomitych „Cząstkach elementarnych” tutaj zaczyna nudzić i trącić manierą. Jak zwykle w przypadku Houellebecqa, także w najnowszej powieści można zarzucić mu przesadny pesymizm i nieumiejętność odnalezienia się we współczesnym świecie, co objawia się jego zniechęceniem i radykalną krytyką. Minusem jest też czasami mała wiarygodność, na przykład trochę zbyt łatwe podporządkowanie się nowej władzy i religii przez społeczeństwo, które wychowywane było w zupełnie innej kulturze. Ciężko też sobie wyobrazić, by w rzeczywistości kobiety tak łatwo uległy nowej władzy i bez sprzeciwu przyjęły ograniczenie dla nich edukacji i praktycznie zredukowanie ich do roli żon i matek. Pojawiają się też dosyć płytkie i łatwe zarzuty wobec religii chrześcijańskiej, a od pisarza tego kalibru wymagać można większej wnikliwości i ostrości spojrzenia.

Zdecydowanie jednak warto sięgnąć po najnowszą książkę Houellebecqa ze względu na bardzo ciekawą wizję zachodniego świata, która skłonić może do wielu refleksji, ale także dlatego, że to naprawdę interesująca powieść, którą czyta się wyjątkowo dobrze i przyjemnie. To też świetna okazja, by zapoznać się z wybitnym i oryginalnym stylem tego pisarza, który zdążył już wejść do kanonu współczesnej literatury, zwłaszcza że poza „Uległością” wydawnictwo W.A.B. odświeżyło i ponownie wydało wszystkie poprzednie książki Francuza, łącznie z genialnymi „Cząstkami elementarnymi”.

Red. Kuba Tyman