Artykuł

003ALRIGHT GANDHI to berlińskie, akustyczne trio. W maju tego roku wydali swoją debiutancką płytę „Little Traveller”, która od pierwszych dźwięków wciąga słuchacza w swój zaczarowany świat. Niedługo album zostanie poddany reedycji, i przy tej okazji pod koniec września zespół wystąpi na kilku koncertach w Polsce.

Berlin to takie miasto, które przez 28 lat było podzielone na pół – do 19 października 1989 roku, kiedy zburzony został mur, oddzielający jego lewą część od prawej. I wydaje się, że do upadku muru doprowadziły nie tylko działania polityczne, ale też (a może przede wszystkim?) bardzo silne pragnienie wolności, które rosło przez lata w Berlińczykach. I od czasu upadku muru Berlin stał się właśnie ucieleśnieniem idei, miastem wolności – do dziś uznawany jest za mekkę artystów, do której zjeżdżają się z całego świata ci, którzy nie mieszczą się lub mieścić się nie chcą w przyciasnych ramach porządku i przyzwoitości.

soulful

Wydaje się, że tę utęsknioną wolność odzwierciedlała też muzyka, która w Berlinie powstawała – i odzwierciedla niewątpliwie nadal, w bardzo różnorodny sposób, bo i mieszkańcy Berlina to bardzo różnorodne społeczeństwo. Berlińskie trio ALRIGHT GANDHI udowadnia nam, że Berlin to nie tylko syntezatory i industrialne, klubowe brzmienia – na swojej debiutanckiej płycie „Little Traveller” zespół zaprezentował utwory… zupełnie akustyczne, chwilami wręcz folkowe, z jazzowo się kojarzącym wokalem (Rosa Fornara) i perkusją (Dominick Gray). Gitara (Pietro Fornara) nie pozwala słuchaczowi na chwilę znudzenia, zaskakując go co chwila i hipnotyzując barwą i tempem – nie odstępuje jej ani na krok też bas, to łagodząc, to podkreślając muzyczną dynamikę. Album przeplata melodyjne, spokojne utwory („The First Wife”, „The Flight”, „Long Way To The Moon”) z tymi nieco bardziej niepokojącymi i energetycznymi („Dark Matter”, „Ecstasy”, „Martial Arts Life Plan”). I takie dźwięki faktycznie potrafią zaczarować – szczerością, chwilami graniczącą z naiwnością – ale słuchając ALRIGHT GANDHI i słuchacz pragnie stać się naiwny, jak w piosence „Wannabe”.  Tak jak ich EP-ka, „Widening Circle”, wydana w zeszłym roku, „Little Traveller” stworzył swój własny nastrój, który niełatwo zapomnieć. Bo i czemu mielibyśmy chcieć zapominać muzykę o takiej lekkości, która kojarzy się ze swobodą i letnim, ciepłym wieczorem?

a3021049053_10

Trio zaczarowało już publiczność Berlina, Londynu, Litwy, Portugalii, a teraz pora i na Polskę – pod koniec września odwiedzą nasz kraj po raz pierwszy, by zagrać kilka koncertów, przy okazji reedycji „Little Traveller” (będzie też dostępny w limitowanej liczbie na różowych kasetach, jak napisał ich wydawca). Więcej szczegółów zapewne już wkrótce, a w międzyczasie polecam do wysłuchania.

Red. Zuza Szafranowska