Artykuł

Coroczne święto przyjaciół fantastyki z Polski dobiegło końca. Było to już siedemnaste z rzędu wydarzenie organizowane przez stowarzyszenie Druga Era. Od dłuższego czasu to właśnie Pyrkon odgrywa największą rolę, jeśli chodzi o konwenty fantastyczne w Polsce. Co jest kluczem do jego sukcesu? Dlaczego rokrocznie przyciąga coraz więcej zainteresowanych z całego kraju? Specjalny korespondent Radia Aktywnego był na miejscu, aby zdobyć te informacje dla Was!


Przede wszystkim – miejsce. Konwent odbywa się w Halach Międzynarodowych Targów Poznańskich. Nie dość, że miejsce znajduje się w odległości kilku minut spacerem od Dworca Głównego, to jest dobrze skomunikowane z resztą miasta – m.in. przez linie tramwajowe. Kiedy już przejdziemy przez bramki, naszym oczom ukazuje się zgrabny kompleks budynków wypełnionych wszystkim, co fantaści lubią najbardziej. Samo miejsce jest idealnie przystosowane do organizowania tam wydarzeń tego typu. Szerokie alejki pomiędzy pawilonami, dość przestrzeni na interaktywne gry i zabawy na świeżym powietrzu, a także dużo miejsca na wystawy i wszelkie aktywności. Pisze to osoba, która impulsywnie zaczęła tańczyć belgijkę, gdy usłyszała znajomą melodię parę metrów dalej. Hale były jednocześnie wypełnione – ale nie zapełnione. Tak, aby korzystanie ze wszystkich atrakcji, spotkań, paneli i prelekcji było jednocześnie nieuciążliwe i sprawnie zorganizowane.


Jeśli już o prelekcjach mowa – od rana do wieczora, czy może, precyzyjniej byłoby napisać: do samej nocy sale prelekcyjne były okupowane. Być może czasami zdarzy się Wam przeczytać lub usłyszeć słowa: Tam każdy znajdzie coś dla siebie!, które są mniej lub bardziej prawdziwe. Jeśli chodzi o prelekcje – tutaj naprawdę KAŻDY znajdzie coś dla siebie. Ponad dziesięć sal stricte prelekcyjnych, gdzie różnych osób można było słuchać od 10 rano do 22, 23 czy nawet do 2 rano. Daje to szerokie spektrum tematów, które można poruszyć, od takich jak Co czai się pod łóżkiem, przez Japońskie toalety, do Jeśli koniec świata, to jaki? Tyle prelekcje. Poza tym – konkursy: na przykład: Eliminacje do Festiwalu Piosenki Krasnoludzkiej, konkurs wiedzy o wikingach – Odyn z dziesięciu lub Konkurs Wielomagiczny. Mało? Co powiecie na warsztaty choreografii walki wręcz, postapokaliptyczną olimpiadę sportów wszelakich czy pochody zombie pomiędzy pawilonami (lub osób przebranych za zwierzątka, jeśli akurat nie lubicie zombie walk’ów). I wiecie, mógłbym tak pisać cały dzień. Karaoke z piosenkami Disneya, wiedźmińskie kalambury lub warsztaty Zróbmy sobie smoka. Ponadto, meetpointy dla fanów Gwiezdnych Wojen czy Gry o Tron, stoliki dla grających w Magic, The Gathering, dziesiątki larpów dla zainteresowanych tematem – tych doświadczonych i tych początkujących. Blok gier bez prądu – turnieje, testy nowości na rynku czy pokazy – na przykład Rosyjska ruletka: Mistrzostwa świata. Długa lista autorów, których można spotkać osobiście i zdobyć autograf, o ile zdaliście test cierpliwości na stanie w kolejce.


Kolejki były – przynajmniej w moim odczuciu – zmorą tegorocznego Pyrkonu. Jeśli nie zapisaliście się zawczasu na interesujące Was prelekcje, aby znaleźć się tam omijając kolejkę, to polecałbym wodę i zapas kanapek. Na niektóre z najbardziej obleganych prelekcji nie było szansy się dostać, jeśli nie zajęło się miejsca przynajmniej godzinę przed rozpoczęciem. A jak widzicie po poprzednim akapicie – każdą godzinę można było tam z łatwością wypełnić czymś bardziej przyjemnym niż stanie w kolejce. Z drugiej strony, Pyrkon 2017 przyciągnął sumarycznie ponad 40 000 osób (to mniej więcej tyle co liczba mieszkańców Malborka lub Ciechanowa). Rozumiem, że nie każdemu da się zagwarantować obejrzenie najciekawszej dla tej osoby prelekcji.


Nie sposób nie wspomnieć o games roomie – czyli hali po brzegi wypełnionej stołami. Instrukcja jest prosta: bierzesz paru znajomych, podchodzisz do miłego gżdacza (tak nazywają się wolontariusze pomagający w organizacji) i prosisz o grę, w którą masz ochotę zagrać. Jeśli nie masz pod ręką paru znajomych – nie jest trudno znaleźć nowych, dosiadając się do stołu już zajętego. Jeśli nie wiesz, w co chcesz zagrać – gżdacze z chęcią wskażą Ci grę odpowiednią, przy której będziesz się dobrze bawić. Czuję się w obowiązku napisać także o hali wystawców, gdzie zostawiłem stanowczo za dużo czasu (i pieniędzy…). Nikt, kto odwiedził to miejsce z pewnością by mi się nie dziwił. Na te parę dni do Poznania przyjeżdżają jedni z najlepszych rękodzielników w Polsce. Można tam kupić ręcznie robioną biżuterię imitującą pradawne style lub w kształcie symboli naszych idoli z filmów i książek. Oprócz tego: koszulki, miecze, płaszcze, mapy, naturalne świeczki, plakaty, poduszki i wiele, wiele więcej. Czas po prostu płynął tam inaczej – niestety, za szybko!


Jak na całym Pyrkonie zresztą. Ludzie byli otwarci i ciekawi, cosplayerzy profesjonalni, gżdacze życzliwi, prelegenci różnorodni. Ogólnie, ten cały Poznań nie taki straszny! To był mój już mój trzeci Pyrkon w karierze, ale z pewnością nie ostatni. Nie najlepszy, ale po części dlatego, że miał wysoko postawioną poprzeczkę w latach poprzednich. W tym roku ujęło mnie wykorzystanie przestrzeni. Czuło się, że jest otwarta, a jednocześnie wszędzie było relatywnie blisko. Podsumowując: Pyrkon polecam, dając mu swój znak jakości i zamawiając karnet na rok 2018.

Red. Piotr Kesling.

Tagi: , , , ,