Artykuł

Michał Gołkowski - Stalowe Szczury - Błoto (1)Michał Gołkowski dał się już poznać światu jako człowiek o rozlicznych talentach. Książki, tłumaczenia tychże, pokazywanie się w szpeju w podejrzanych miejscach, panele, dyskusje, konwenty, a od czasu do czasu nawet przedsionek wielkiej polityki. 

Jestem skłonny uwierzyć, że to jeszcze nie wszystko. Michał szturmuje swoją osobą tak wiele sfer życia, również publicznego, że powoli można zacząć obawiać się zaglądania do lodówki. Warto jednak dodać, że oprócz niezwykłej umiejętności wypełniania sobą przestrzeni i bycia w wielu miejscach naraz, Michał potrafi również znaleźć czas na literackie wycieczki poza uniwersum Stalkera i Survarium. Najświeższym przykładem jest historia kapitana Reinhardta i jego szturmowców, osadzona w czasach Wielkiej Wojny, czyli Stalowe Szczury: Błoto.

Wszyscy doskonale znają frazes o tym, że nie powinno się oceniać książki po jej okładce. Czasami jednak warto poświęcić nieco uwagi właśnie oprawie tekstu. Trzeba przyznać, że Fabryka Słów ma na swoim koncie zarówno sukcesy, jak i wpadki na okładkowym polu. Tym razem jednak nie tylko nie można mieć zastrzeżeń, ale trudno nie zapiać z zachwytu, bo Stalowe Szczury doczekały się rewelacyjnej okładki autorstwa Dark Crayona. To po prostu trzeba zobaczyć.

Najnowsza powieść Gołkowskiego to historia, która z jednej strony mocno odcina się od dotychczasowej twórczości autora, a z drugiej posiada dużo elementów wspólnych z opowieściami z Zony. Przede wszystkim zmieniła się sceneria i bohaterowie. Stalowe Szczury to zapis poczynań kompanii karnej prowadzonej przez balansującego na granicy geniuszu i szaleństwa kaprala Reinhardta, którego podwładni, z nieznanych przyczyn, z ogromnym szacunkiem tytułują kapitanem. Reinhardt wraz ze swym przybocznym, Kurtem, prowadzi kolejne samobójcze natarcia na pozycje wroga. Jego drużyna to grupa wyrzutków społecznych, skazańców, podpalaczy, gwałcicieli, słowem – kundle wojny. Nie raz i nie dwa w historii literatury zdarzało się, że autor tworzył antybohatera, którego uwielbiały rzesze czytelników. Gołkowski poszedł krok dalej i powołał do życia zgraję szumowin, której odbiorca zaczyna żarliwie kibicować. Wrażenie to nasila się z każdą przewróconą stroną i ostatecznie, podczas finalnego starcia szturmowców, aż chce się krzyczeć: ‚bij Żabojada!’. Niestety jak to w życiu i na wojnie bywa, nie z każdym z bohaterów tej galerii osobliwości spotkamy się w kolejnym tomie.

W Stalowych Szczurach, podobnie jak w przypadku dotychczasowej twórczości autora, dużo miejsca poświęcono broni i szeroko pojętym militariom. Gołkowski z dużą czułością i dokładnością opisuje szczegóły oręża używanego przez swoich bohaterów, jego wady, zalety i sposoby skutecznego użycia. Odnosi się wrażenie, że większość opisów jest kompletnie zbędna z punktu widzenia fabuły, ale równocześnie da się odczuć, że wszystkie militarystyczne niuanse sprawiają autorowi ogromną frajdę, a to z kolei udziela się odbiorcy.

W treści Stalowych Szczurów nie tylko dostaliśmy ciekawą historię, a w niej dużo, stopniowo odkrywanych tajemnic (kim jest Reinhardt, co nosi w medalionie), charakterystycznych bohaterów, ogrom opisów broni, systemów okopów i wojennej strategii, ale także elementy, które idealnie oddają realia Wielkiej Wojny: wszechobecny brud, błoto, brak środków czystości, sanitariatów, wilgoć, robactwo, szczury, krew, pot, łzy i morza trupów. To wszystko przypomina o bezsensie potyczek zbrojnych, a ta książkowa, jak stwierdził jeden z bohaterów, nie toczy się ani ze względu na surowce, bogactwa, czy przestrzeń życiową, a wyłącznie dla zwycięstwa. Oczywiście mowa o literaturze, która ma bawić, ale całe to tło, które utkane zostało przez Gołkowskiego z błota i krwi, powoduje, że po lekturze poczułem nie tylko potrzebę sięgnięcia po kontynuację Błota, ale także skorzystania z prysznica. Trudno o lepszą rekomendację.

wydawnictwo: Fabryka Słów, 2015
ISBN: 978-83-7964-048-5
oprawa: miękka
ilość stron: 392

Red. Kamil Dróżdż.

Tagi: ,