Artykuł

Wyprzedanie koncertu w Progresji nie było dla mnie zaskoczeniem z dwóch powodów. Nie chodzi tu jednak o same zespoły, a o świetne albumy, które na trasie promował Kreator oraz Sepultura.

 Kreator rzadko odwiedza Polskę. Mieliśmy jednak sporo szczęścia, że na niemal sam początek trasy promującej Gods of Violence traf padł na nasz kraj. Tym bardziej, że Niemcy przygotowali ponad półtoragodzinny set z barwną oprawą wizualną. Po koncercie utwierdziłem się w przekonaniu, że Kreator to jedna z nielicznych thrashowych grup, która zamiast bronić swojej pozycji na rynku ciągle atakuje, rozwija się i przede wszystkim osiąga swoje cele. Grupa zagrała bowiem naprawdę prześwietny koncert i było to być może najznamienitsze metalowe wydarzenie, na którym byłem obecny w warszawskiej Progresji. Formacja Mille’a Petrozzy dużo miejsca poświęciła promowanemu Gods of Violence (pięć utworów), koncertowy set ubarwiając szlagierami (Enemy of God, Phobia) jak i nieco odkopanymi Under the Guillotine oraz Total Death. O tym, że Petrozza jest perfekcjonistą wiadomo od dawna i potwierdził to koncert, mający znamiona perfekcji. Zespół należy pochwalić za bardzo umiejętne rozłożenie granych utworów, dzięki któremu Kreator bardzo inteligentnie szafował słuchaczy innymi muzycznymi bodźcami (tak jak Extreme Agression na ciężkim, miażdżącym brzmieniu po cukierkowym Fallen Brother). Dzięki temu nie było mowy o ani jednym momencie znużenia, a wiadomo że przy jednostajnym muzycznym klimacie taki efekt, przy dłuższych koncertach, jest trudna do uzyskania. Wisienką na torcie było zakończenie wieczoru. O zespole bardzo dobrze świadczy to, że mimo „przebojowego” nurtu ostatnich albumów nie zapomniał o płytach, dzięki którym świat usłyszał o Niemcach. Na bisy, oprócz nowszego Violent Revolution, dostaliśmy Flag of Hate, Under the Guillotine oraz Pleasure to Kill, z czego ten ostatni zabrzmiał naprawdę potężnie i wręcz… przerażająco. Muzycy byli w świetnej formie. Petrozza, mimo wielu lat na karku, z każdym rokiem śpiewa chyba tylko lepiej. Dla mnie osobiście dużym wydarzeniem było zobaczenia (i usłyszenie!) na żywo fantastycznych solówek Samiego Yli-Sirniö – zabrzmiały wspaniale. Podsumowując, jeszcze raz stwierdzę, że koncert Kreator miał znamiona perfekcji. Świetny dobór utworów, optymalna kolejność, niewymuszony, naturalny i efektywny dialog Petrozzy z publicznością, oprawa wizualna koncertu (muzycy często przemieszczający się na scenie, materiały video, konfetii itd.), a w końcu świetna forma muzyków sprawiły, że ciężko było nie być zachwyconym występem Niemców. Choć kilka utworów zabrzmiało nieco gorzej niż się spodziewałem (Phantom Antichrist), to i tak zdecydowana większość poprawiała swoje notowania, w tym wielobarwny From Flood into Fire, który na wersji studyjnej nie do końca mnie przekonywał, a na koncercie wypadł prześwietnie.

Przed Kreatorem z godzinnym setem wystąpiła brazylijska Sepultura. Zgodnie z oczekiwaniami formacja zaprezentowała sporo materiału ze świetnie przyjętego, nowego albumu Machine Messiah, który, przynajmniej moim zdaniem, nie okazał się zbytnio „koncertową płytą”. Przyznam, że po paru utworach byłem nieco znużony nowym materiałem, a skutecznie obudziła mnie końcówka koncertu z takimi klasykami jak Refuse/Resist, Arise, Ratamahatta i Roots Bloody Roots. Choć akceptuję Dereka Greena jako wokalistę zespołu, to zdecydowanie brakowało tutaj drugiej gitary, którą obsługiwał Max Sepultura. Słyszane to było zwłaszcza gdy Andreas Kisser zaczynał grać partie solowe. Ogromne wrażenie robił zaś, szczególnie przy utworach z premierowej płyty, najświeższy członek zespołu, perkusista Eloy Casagrande. Bębniarz za swoim zestawem dwoił się i troił – robiło to świetne wrażenie. Ogólnie o koncercie Sepultury muszę wypowiedzieć się pozytywnie. Był to udany koncert, choć przyznam, że oczekiwałem tu czegoś więcej.

Warto dodać, że przed Kreatorem i Sepulturą usłyszeliśmy dodatkowo koncerty Aborted i Soilwork. Niestety pierwszego zespołu, ze względu na kilkudziesięciometrową kolejkę przed wejściem do klubu, nie udało mi się obejrzeć. Soilwork widziałem na festiwalu Ursynalia kilka lat temu i w mojej ocenie muzyki grupy nic się nie zmieniło. Zespół na pewno dał bardzo energetyczny koncert – fani mogli być zadowoleni, ale ja po prostu w takich brzmieniach nie gustuję. Na pewno było (za) głośno. Sepultura oraz Kreator grali na niższych rejestrach, przy optymalnej głośności i tych koncertów słuchało się z przyjemnością.

Na pewno był to wyczerpujący wieczór (18:00-23:00), ale trudno było znaleźć kogokolwiek, nieusatysfakcjonowanego występem zespołów. Szczególnie Kreator, headliner koncertu, pokazał się za znakomitej strony. Ja na pewno na długo zapamiętam ten wieczór!

Kreator, setlista:
Hordes of Chaos (A Necrologue for the Elite)
Phobia
Satan Is Real
Gods of Violence
People of the Lie
Total Death
Phantom Antichrist
Fallen Brother
Enemy of God
From Flood into Fire
World War Now
Hail to the Hordes
Extreme Aggression
Civilization Collapse
Bis:
Violent Revolution
Flag of Hate
Under the Guillotine
Pleasure to Kill

Tagi: ,